zobacz wypowiedzi specjalistów przeglądaj forum bez reklam

portret dziecka w polskim pozytywizmie

Irminka

 
hej maciew cos mozę o portrecie dizecka w polskim pozytywizmie odezwijcie sie apap

dluga18

 
Temat: Motyw dziecka w twórczości polskich pozytywistów


Przed nastaniem pozytywizmu dziecko jako temat literacki prawie nie istniało. Oczywiście pamiętamy malutką Urszulkę, którą opiewał po jej śmierci zrozpaczony ojciec, Jan Kochanowski, ale jest to właściwie jedyny przykład zwrócenia uwagi na dziecko. Tak naprawdę dopiero pozytywizm przyjrzał się problemowi niedorosłości i uczynił z niego jeden z podstawowych tematów epoki. Przyczyn było zapewne wiele, ale za podstawową można uznać pozytywistyczne zwrócenie uwagi na słabszych. W założeniach epoki znalazła się walka o prawa mniejszości narodowych, emancypacja kobiet, troska o najbiedniejszych i zaniedbanych. Dziecko nie jest w stanie przetrwać bez odpowiedniej opieki dorosłych, jest zdane na łaskę i niełaskę społeczeństwa. I dlatego pozytywizm upomniał się o prawa dzieci, pisarze tej epoki nieustannie podejmowali temat zaniedbania, porzucenia, skrzywdzenia najmłodszych.
Szczególnie wiele miejsca poświęcono dzieciom w nowelach. Bolesław Prus w "Antku" i Henryk Sienkiewicz w "Janku Muzykancie" nakreślili portrety dzieci, które zostały obdarzone przez naturę talentem, a społeczeństwo nie dało im szansy na rozwijanie umiejętności. Bieda zawsze jest poniżająca, ale bieda, która nie pozwala rozwinąć się wybitnym jednostkom, jest podwójnie straszna. Antek lubi i umie rzeĄbić, ale nikt nie pozwala mu skoncentrować się na ćwiczeniach. Wręcz przeciwnie, rodzina ma mu za złe nieprzystosowanie do trudów wiejskiego życia, brak pracowitości i obijanie się. W końcu dziecko postanawia opuścić rodzinny dom, by w wielkim świecie poszukać dla siebie odpowiedniego miejsca. Być może mu się udało, choć najprawdopodobniej w mieście musiał podjąć równie ciężką pracę robotniczą. Dużo mniej szczęścia miał Janko Muzykant, który od najmłodszych lat chciał grać. Za chęć pożyczenia sobie prawdziwych skrzypiec został ukarany tak dotkliwą chłostą, że spowodowała ona śmierć chłopca. Nikt nie zainteresował się losem dziecka, które być może wyrosłoby na wielkiego skrzypka. Również tytułowy bohater noweli Elizy Orzeszkowej "Tadeusz" nie miał możliwości pokazania, na co go stać. Pozostawiony bez opieki przez zapracowanych rodziców próbował sam organizować sobie czas, ale ponieważ był jeszcze bardzo mały, nie umiał przewidzieć niebezpieczeństwa. Utonął podczas zrywania kwiatków. Zniknął cicho i niepostrzeżenie, niczym Ikar na obrazie Bruegla. Ale mityczny młodzieniec świadomie podjął ryzyko i spełnił swoje marzenie lotu ku słońcu, mały chłopiec z noweli Orzeszkowej nie zdawał sobie sprawy z zagrożenia.
Pozytywiści najczęściej opisywali dzieci jako osoby całkowicie uzależnione od opieki dorosłych. Jak mała dziewczynka, którą przygarnęła pewna pani w kolejnej noweli Elizy Orzeszkowej - "Dobra pani". Była ze swą opiekunką do czasu, gdy nie przestała być zabawnym urozmaiceniem, potem została zwrócona jak niepotrzebna nikomu zabawka. Na szczęście nie wszystkie dzieci spotkały w swoim życiu tak nieodpowiedzialnych dorosłych jak Dobra Pani. Niewidoma dziewczynka z noweli Bolesława Prusa "Katarynka" została zauważona przez pana Tomasza, starego człowieka o kapryśnym usposobieniu, ale gołębim sercu. Dzięki niemu dziewczynka nie tylko mogła słuchać przez okno ulubionego dĄwięku katarynki, ale dostała szansę na leczenie swej ułomności. Wiele szczęścia miały również dzieci, które uczyła Joanna Lipska, bohaterka noweli "ABC" Orzeszkowej. Choć praca okazała się nielegalna i została jej zakazana, dzielna kobieta dla dobra swych podopiecznych podjęła ryzyka łamania prawa.
Choć dzieci są obecne głównie w nowelach, nie sposób pominąć innego gatunku epickiego, w którym zaznaczyły swą obecność. Mam na myśli powieść Henryka Sienkiewicza "W pustyni i w puszczy", w której dzieci stały się nie tylko fabularnie ważniejsze od dorosłych, ale także sprytniejsze od nich i dużo bardziej wytrzymałe. To zwiastun procesu, którego celem było uprawomocnienie obecności dziecka w literaturze. Pozytywizm był epoką, której literatura dotycząca dzieci zawdzięcza bardzo wiele. To właśnie w drugiej połowie XIX stulecia dostrzeżono, że człowiek niedorosły jest wart uwagi i opisania jego wcale nie takich małych problemów.

dluga18

 
Eliza Orzeszkowa "Dobra pani"

Pozmwizm

W tym momencie odmienił się los Helki, sieroty wychowywanej w rodzinie murarza Jana; uroczym, ale zaniedbanym dzieckiem zaopiekowała się bogata dama, Ewelina Krzycka. z wilgotnego i ciemnego domostwa robotnika kaprys dobrej pani przeniósł dziewczynkę do wytwornego salonu. Świat, w którym się znalazła, jest zupełnie inny od tego, który znała do tej pory. Teraz jej ubiór będzie wykwintny, włosy - pięknie ufryzowane, otrzyma wykształcenie, nauczy się dobrych manier, wyjedzie za granicę... Czy to wszystko uczyni ją szczęśliwą? Czy Ewelina Krzycka naprawdę jest szlachetną kobieta, dobrą panią, przed ktdrą żona murarza chciała wręcz uklęknąd, zdumiona jej anielską dobrocią i miłosierdziem?

Sytuacja pięcioletniej Helki nie była najlepsza. Straciła oboje rodziców:

Wychowywana przez dalekich krewnych dziewczynka nie mogła liczyć na zbyt wiele. Pani Ewelina Krzycka zaś miała uczynić ją piękna, wytworną i wykształconą. Wydawać by się więc mogło, że Helkę spotkało ogromne szczęście.

Pani Ewelina była osobą nieszczęśliwa; owdowiała wiele lat temu, znudzona miastem, w którym przyszło jej mieszkać, a posiadająca za mało funduszy, by po prostu przebywać cały czas za granica, potrzebowała jakiejś odmiany. Egzaltowana dama, której wydawało się, że zajmując się flantropią odnajdzie sens życia, biorąc dziecko na wychowanie na pewno zapełniła czymś puste godziny, ożywiła dom, który teraz rozbrzmiewać będzie dziecięcym śmiechem i śpiewem, ale czy wypełniła pustkę w sercu? Na pozór mogłoby się wydawać, że tak.

Dziewczynka była śliczna i pełna wdzięku. Poruszała się z gracja, objawiała wysoce rozwiniętą wrażliwość na piękno, miała talent muzyczny. Pani Ewelina zaczyna rozważać kwestię

odpowiedniego wykształcenia uzdolnionego dziecka. Zgodnie z typowym w jej sferach przekonaniem, że aby nie zaprzepaścić talentu, należy koniecznie rozwijać go za granica, zapragnęła zawieźć Helkę do Włoch:

Marzenie pani Eweliny zostało spełnione; spędziła ze swoją wychowanka kilka miesięcy we Włoszech, dając jej to, co uważała za najlepsze. Helka zetknęła się z kulturą Europy, poznała piękno włoskiego pejzażu i architektury. Dopełniła tym samym typowo salonowego wychowania, jakie odbierała. Była przygotowana do życia w roli wielkiej damy; nie wiedziała jednak niczego o życiu prawdziwym. Nie dano jej wiedzy o świecie, nie nauczono praktycznych umiejętności, nie zapoznano z tradycjami narodu, z którego wyrosła. Była jedynie piękną ozdobą bogatego domu, zabawka, umilającą życie swej pani, która zachwycała się jej dziecięcym urokiem.

Helka nie była już jednak rozkosznym dzieckiem, przypominającym cherubinka. Urosła, stawała się podlotkiem. Jej postać straciła rozkoszny, dziecięcy wdzięk, była teraz niezgrabna:

Zmienił się też charakter; dziewczynka była coraz bardziej niezależna, chwilami objawiała upór lub złość. Bardzo zmartwiło to panią Ewelinę; zniknął gdzieś nieuchwytny czar, jaki dostrzegała w przygarniętej przez siebie istocie:

Do prawdziwego kształtowania charakteru młodej dziewczyny miała dobra pani za mało umiejętności i chęci, brakowało jej dojrzałości do podjęcia tak odpowiedzialnej roli, tym bardziej, dotychczas w zasadzie wychowaniem Helki jako takim się nie zajmowała, raczej nieustannie zabawiała dziecko i pozwalała r być cały czas przy sobie, absorbować uwagę:

Helka nie była kochana naprawdę. Nadszedł dzień, gdy zniecierpliwiona zachodzącymi w dziewczynce zmianami opiekunka odtrąciła ja, odsyłając tam, gdzie umieściła już wcześniej inne istoty, którymi się znudziła: do garderoby. W dniu, w którym Hela przybyła do jej domu, trafił tam pinczerek Elf; teraz przyszła kolej na dziewczynkę, gdyż pani Ewelina miała już nowy obiekt adoracji: przystojnego włoskiego artystę.

Tak, pani Ewelina z pewnością nie umiała kochać. Lubiła piękne zabawki, a że była bogata, mogła pozwolić sobie na zabawę żywymi istotami. Dbała o nie troskliwie, a nawet wręcz rozpieszczała, dopóki zaspokajały jej potrzeby. Ich uczucia się jednak dla dobrej pani nie liczyły. Odrzucone, już nieatrakcyjne dla wielkiej damy i nudne, zostały odesłane z niecierpliwością do garderoby. Znalazła tam miejsce panna Czernicka, która z wychowanki pani Krzyckiej stała się jej służąca, tam trafiły ukochana papuga i pies, a na koniec - Hela. Pani Ewelina ukształtowała ich los i zamiast dać, odebrała im szczęście. Panna Czernicka i Hela zostały wyrwane z własnego środowiska, odebrano im możliwość takiego życia, jakie znały i do jakiego były przyzwyczajone. Nie dano niczego w zamian.

Dobra pani rozwiązała szybko problem wychowanki, która nie była jej już potrzebna. Wróciła ona do domu swoich krewnych; otrzymała garderobę, a na jej utrzymanie płaciła pani Krzycka rocznie pięćdziesiąt rubli. O to, czy dziecko będzie umiało dostosować się do środowiska, z którego kiedyś zostało wyrwane, czy nie będzie tęsknić za dotychczasową opiekunka, czy nie poczuje się odrzucone i nieszczęśliwe - nikt nie pytał...

Hela daremnie czeka na jakiekolwiek wiadomości od swojej ukochanej pani. Pozostały jej tylko wspomnienia dawnych czasów, gdy były razem szczęśliwe:

grom krzywdy, jaką wyrządziła Heli dobra pani, wstrząsnął awet murarzem Janem, człowiekiem nienawykłym do iepotrzeónych wzruszeń:

Murarz Jan i jego żona nie mogli zapewnić Heli takich warunków, do jakich została przyzwyczajona, ale potrafili okazać jej serce, czuli się za nią odpowiedzialni i troszczyli się o jej los. Kaprys bogatej damy umieścił dziewczynkę na trochę w świecie salonów; inny kaprys kazał jej stamtąd odejść. Dobra pani nie była ani dobra, ani miłosierna. Była to egoistka, dla której liczyły się tylko własne potrzeby, a innych potrafiła okrutnie ranić; to, że cierpia, nie interesowało jej, nie zdawała sobie może nawet z tego sprawy... Pani Ewelina potrzebowała kogoś, kto pomógłby jej wypełnić panującą w sercu pustkę; kochać jednak nie potrafiła, nie wiedziała, że za istotę, ktdrą przygarnęła, jest odpowiedzialna.

Eliza Orzeszkowa "Tadeusz"

Pozytywizm

Nowela Tadeusz jest na tle pisarstwa E. Orzeszkowej utworem wyjątkowym, choć na pozór nic tej odmienności nie zapowiada. Akcja rozgrywa się w środowisku wiejskim, co jest dość charakterystyczne dla małych form prozatorskich epoki pozytywizmu; typowy jest również wybór dziecka na bohatera utworu. Co zatem decyduje o szczególnym miejscu Tadeusza wśród innych nowel i opowiadań powstałych w tym czasie?

Nowelę tę cechuje niezwykła zwięzłość; opowieść o kilku godzinach z życia chłopskiej rodziny nabrała cech niemal antycznej tragedii. Nieuchronność losu jawi się jako tym bardziej okrutna, że nic w pogodnym nastroju opowiadania nie zapowiada tragicznego końca. Autorka świadomie rezygnuje z komentarzy, nie ujawnia emocji, świat zaś prezentuje z perspektywy dwuletniego dziecka. Bezbronność Tadeusza wobec rzeczywistości przeraża nas tym bardziej, że obserwujemy całkowitą obojętność świata wobec dramatu, który właśnie się rozegrał. Opowieść, ktdrą nam przedstawiono, staje się straszliwym oskarżeniem.

Tadeusz był ukochanym dzieckiem Chwedory i parobka Klemensa

Chłopi zazwyczaj kochają bardzo swe dzieci, szczególniej zaś i najbardziej synów.

Klemens, Chwedora i Tadeusz tworzyli szczęśliwa, kochającą się rodzinę; silna więź między kobietą i mężczyzną zrodziła się z miłości do dziecka. A było to dziecko radosne i pełne uroku:

Pisarka ukazała pełen realizmu portret małego wiejskiego dziecka Czytając nowelę, poznamy nie tylko jego wygląd czy typowe zachowania, ale i świat przeżyć i sposób widzenia świata. Najbliższymi osobami są dla Tadeusza jego rodzice; przy nich czuje się bezpieczny iszczęśliwy:

W świecie synka Chwedory i Klemensa nie ma zagrożeń - nawet kara jest przez matkę wymierzana z miłościw, choć nie znaczy to wcale, że nie budzi ta kara obaw:

Jak sprawowano opiekę nad tym tak ukochanym dzieckiem?

Poza ogromem miłości niewiele więcej mogła Chwedora zapewnić swemu synkowi. Zapracowana, zaniedbywała nieświadomie podstawowe zasady higieny, o czym świadczą chociażby roje much unoszące się nad posłaniem dziecka czy fakt, że myte było ono tylko raz w tygodniu. Tadeusz nie miał również właściwej opieki; musiał towarzyszyć matce, gdy pracowała, innej bowiem możliwości nie było:

Barwność tego opisu, lekko zaznaczona ironia, całkowity brak natrętnego komentarza lepiej przekonywaly czytelnika o konieczności zapewnienia wiejskim dzieciom opieki i higieny niż najbardziej płomienne artykuły. Gdy Chwedora zajmuje się pieleniem w dworskim ogrodzie warzywnym, pracując pilnie, bo przerywanie pracy to według nadzorcy "grzech", Tadeusz nudzi się, pozostawiony sam sobie. Choć przywołuje matkę głośnym krzykiem, ta nie ma dla niego czasu; na początku pociesza i uspakaja dziecko, potem nie starcza jej już cierpliwości; zajęta robota, zmęczona lipcowym upałem, obserwowana przez nadzorcę, nie może zająć się synkiem:

zafascynowany barwnym ptaszkiem chłopiec zapuści się sam w gąszcz ogrodu. Spojrzymy jego oczyma na rosnące tam kwiaty, jakże ogromne z perspektywy dwuletniego dziecka. Spotkamy fascynującego i przerażającego zarazem stracha na wróble. Odnajdziemy zagon smakowitego grochu.

Dla dwuletniego Tadeusza ogród jest miejscem niesłychanie zajmującym. Coraz to nowe rzeczy zwracają uwagę chłopca; podąża za nimi, by za moment zająć się czymś innym, równie dl niego atrakcyjnym. Zapomina o matce, zafascynowany poznawaniem coraz to nowych tajemnic świata. Nie boi się nowych miejsc; zbyt jest zainteresowany ptakiem, kwiatami, grochem. Za mały, by umieć analizować sytuację czy wyciągać wnioski, Tadeusz jest tak naprawdę bezbronny wobec rzeczywistości. Mimo pogodnej, wręcz sielskiej atmosfery letniego południa zaczynamy odczuwać niepokój. Zbliża się tragiczny finał przygód synka Chwedory i Klemensa:

Tadeusz, dla którego najgorszym doświadczeniem był jak dotąd kontakt z matczyną dziaha, zetknął się właśnie z prawdziwym niebezpieczeństwem; nie mógł go rozpoznać, za mało wiedział jeszcze o świecie, w którym żył, a nie było przy nim nikogo, kto mógłby mu to objaśnić i uchronić go przed wypadkiem.

Pozbawione dozoru dziecko nie miało żadnych szans; wystarczyło, zrywając niezapominajki i płosząc sikorkę, poślizgnąć się na błotnistym brzegu wypełnionej wodąjamy, by

skończyło się wszystko...

Pisarka nie skomentowała tego, co właśnie się stało. Nie ukazała rozpaczy rodziców, nie oskarżyła nikogo - wprost. Oskarżenie jest jednak zawarte w tej noweli:

W tym barwnym, pełnym życia świecie nie ma już pewnego dwuletniego dziecka. Nikt o tym nie wie. Rodzice zbyt zajęci są praca, by sprawdzić, co robi ich maleńki synek; pewnie usnął, zmęczony upałem i daremnym czekaniem na matkę... Mieszkańcy dworu mają swoje wzniosłe sprawy; cóż ich obchodzi los zaniedbanych chłopskich dzieci? Nawet modlitwa matki, choć tak żarliwa, nie pomogła:

Chłopiec, poznając otoczenie, nowe sytuacje oceniał, pordwnując je ze znanymi sobie doświadczeniami. A ile można wiedzieć, mając niewiele ponad dwa lata! Tadeusz pamiętał, jak niedawno zrywał z matką niezapominajki:

Teraz zrywając kwiaty dla Bozi i dla panienki, utonął... Nie było przy nim nikogo, kto uchroniłby go przed nieszczęściem, zatrzymał, ostrzegł. Zwyciężyło zło. Świat okazał się okrutny, ludzie obojętni. Matce Tadeusza odebrano jej podstawowe prawo: prawo do zapewnienia bezpieczeństwa własnemu dziecku. I tę właśnie straszliwą krzywdę ukazuje pisarka, zmuszając czytelnika do zastanowienia się nad tym, kto odpowiada za tragedię chłopskiej rodziny.

Bolesław Prus "Katarynka"

Pozytywizm

Bohaterem noweli Katarynka jest pan Tomasz, niemłody już adwokat warszawski, człowiek samotny, przyzwyczajony do wygodnego życia. Ogromną wagę przywiązywał do pięknie urządzonego mieszkania, drogich i eleganckich sprzętów, ładu i porządku oraz - ciszy. W domu, w którym mieszkał na podwórzu panowała straszna cisza. Nigdy tu nie wstępowali handlarze starzyzny ani druciarze, ani śmieciarki. Nie puszczano bab śpiewających pieśni pobożne ani dziada, który graf na klarnecie, ani kataryniarzy.

Pan mecenas szczególnie nienawidził katarynek. Wielbiciel przedstawień teatralnych, pięknych obrazów i koncertów, które lubił kontemplować w ciszy i skupieniu, mechaniczną muzykę uważał za zbrodnię przeciwko sztuce; według niego kataryniarze są po prostu rabusie, gdyż okradają go z chwil, które mógłby poświęcić prawdziwemu pięknu. Dlatego z każdym kolejnym właścicielem domu i z każdym stróżem umawiał się, że na podwórze nie będą pod żadnym pozorem wpuszczani kataryniarze. Pewnego dnia jednak sam te zasady zmienił, czego jego stary lokaj pojąć nie mógł:

Co spowodowało taką odmianę w panu Tomaszu, dla którego do tej pory własne potrzeby były najważniejsze, a problemy innych ludzi po prostu nie istniały? Nadal przecież nie mógł znieść fałszywych i natrętnych tonów katarynki, a mimo to zaakceptował jej obecność na podwórzu. Dlaczego?

Otóż mecenas nie był, jak mogłoby się to wydawać, zupełnie obojętny na problemy innych. zamknął się w swoim idealnym świecie przed nachalnością świata, otoczył pięknem i cisza, odsunął od ludzi i ich problemów. Pozostał jednak wrażliwy, umiał dostrzec czyjś ból, smutek, radość. Gdy pewnego dnia zauważył, że do mieszkania naprzeciwko wprowadziły się dwie kobiety z małą dziewczynka, z zainteresowaniem zaczął obserwować swe sąsiadki, a szczególnie dziecko. To, co zauważył, wstrząsnęło nim i skłoniło go do zainteresowania się losem małej dziewczynki - i do rezygnacji przez pewien czas z komfortu przebywania w idealnie cichym domu.

Matka małej zamieszkała dla oszczędności razem z przyjaciółką. Sąsiadki pana Tomasza nie były osobami bogatymi:

Dziecko zafascynowało mecenasa szczególnie, gdy odkrył, że jest ono kalekie:

B. Prus przedstawił w swojej noweli bardzo ciekawe studium psychiki ociemniałego dziecka. Kalectwo na początku budzi w nim lęk i zniecierpliwienie, dziewczynka czeka, aż wzrok jej powróci, nie akceptuje faktu braku jednego ze zmysłów:

Przebywając coraz dłużej w ciemnościach, dziecko zaczyna zastanawiać się, jak to jest, że ono nie widzi świata, ale widzą go inni; chce wiedzieć, czy świat nadal istnieje, chce zrozumieć fenomen swojej odrębności:

Świat niewidomej dziewczynki był inny niż ten, który znała dotychczas. Inaczej biegł w nim czas:

Inne też niż dotychczas odbierała wrażenia:

Świat poznawany słuchem i dotykiem był bardzo fascynujący, dziecko potrafiło wyciągać wnioski ze zjawisk niezauważalnych dla innych - najmniejszy szelest, zapach, oziębienie się albo rozgrzanie powietrza nie uszło jej uwagi. Wrażeń tych było jednak za mało, by zaspokoić potrzeby żywego umysłu dziecka. Dlatego nie zabraniano mu opuszczać pokoju:

Wszystko uległo zmianie po przeniesieniu się do nowego domu. Wyprawy na strych i do piwnicy nie były już możliwe, na podwórzu nic się nie działo, panowała przygnębiająca cisza. Pozbawione wrażeń dziecko nudziło się i gasło. Obserwujący je pan Tomasz zauważył, że z dzieje się z nim coś niedobrego, i zastanawiał się, czy mógłby mu pomóc, ale nic konkretnego nie przychodziło mu na myśl; nie zdawał sobie też sprawy, że to on sam spowodował taki stan rzeczy:

Wkrótce pan mecenas dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności zrozumiał, co jest przyczyną tak złego stanu niewidomego dziecka. Do domu, w którym mieszkał, przyjęto właśnie nowego stróża, z którym - zajęty akurat przeglądaniem bardzo ważnych akt - nie miał czasu porozmawiać, by zawrzeć swą zwykłą umowę dotyczącą katarynek. I właśnie następnego dnia, gdy nadal był bardzo zajęty, na podwórze wszedł kataryniarz:

Pan Tomasz nie przepędził jednak kataryniarza. Gdy zobaczył, jak wielką radościąjest dla ociemniałego dziecka wrzaskliwa muzyka, postanowił ją znieść. Uświadomił sobie nagle, jak pusta i pozbawione wrażeń było jej życie, jeśli ohydne tony katarynki wprowadziły ją niemal w ekstazę:

Dla pana Tomasza było to bardzo pouczające doświadczenie Zrozumiał, że samo współczucie nie wystarczy; poczuł się odpowiedzialny za los skrzywdzonego dziecka:

dluga18

 
heh masz ten sam temat co ja na mature :) A mze masz cos w bibliografii w literaturze przedmiotu na ten temat, bo ja mam z tym powazny problem :) Pozdrawiam papa

Irminka

 
hej mam Bujnicki T "Pozytywizm", Markiewicz H "Literatura pozytywizmu" J. Krzyżanowski"Dzieje sztuki polskiewj"

dluga18

 
a moglabys mi napisac to w tak sposob np. W. rzehak, Jezyk polski VADEMECUM. Krakow 2004r. Wydawnictwo greg bo to jest niezbedne do zawarcia w bibliografii Z gory dzieki papa

portret dziecka w polskim pozytywizmie